Czasem sobie piszę... do tej pory pisałem tylko do szuflady, ale pewna miła dziewczyna namówiła mnie, żeby założyć bloga i pisać właśnie tu... spróbuję, może czasem zabłądzi tu ktoś, poczyta i skomentuje, będę za to wdzięczny... -Maciej K.
Blogi
Blog > Komentarze do wpisu

1640.

 

 

   Choć Asia patrzyła na mnie wystraszonym, coraz bardziej pełnym obaw wzrokiem to ja wiedziałem, że na szczęście całkiem była nieświadoma tego, co się ze mną dzieje.
- …pierogów. - z głupim, infantylnym uśmiechem na ustach dodałem po chwili starając się to wszystko obrócić w stary, dobrze chyba wszystkim znany słowny żarcik.
- Pierogów? - zdziwiła się.
- Nie lubię ruskich pierogów. - powiedziałem ściszając głos, powiedziałem to z lekkim naciskiem, udając jednocześnie rozdrażnienie, że Joanna nie domyśliła się o czym mówię.
- Naprawdę nie lubisz pierogów? - spytała i przekornie odpowiedziała - A ja lubię.
- A ja lubię ciebie. - odpowiedziałem mając ochotę pokazać jej tak, jak to Wiosna czasem robiła czubek swojego języka.
   Joanna znudzona tą rozmową pociągnęła mnie. Pociągnęła robiąc mi na przekór właśnie tam, właśnie w stronę pomnika stojącego na samym szczycie nadmorskiej, porośniętej drzewami wydmy tak niespodziewanie, że omal sobie nie przygryzłem tego już prawie wysuniętego, mającego jej dokuczyć, zadrwić sobie z niej języka.
- Do ruskich też nic nie mam. - powiedziała cały czas uparcie trzymając mnie za rękę i ciągnąc znów za sobą jak jakiegoś niesfornego, rozwydrzonego bachora.
   Po kilkunastu dzielących nas od tego miejsca schodkach, idąc przede mną o te niecałe pół może kroku, idąc w jakimś zaskakującym, wręcz nabożnym skupieniu i nieco mnie zastanawiającym zamyśleniu, może nawet i starając się cicho, wręcz bezgłośnie stawiać swoje buty na betonowych płytach ułożonych w specyficzny sposób, tworzących tu niezbyt długie, łagodnie wznoszące się w górę ciągi zakończone kilkoma schodkami, stawiać tak by te metalowe, tak mnie zawsze intrygujące szpile ich obcasów nie wydawały żadnych odgłosów weszła nawet na mnie już teraz nie spoglądając na plac stanowiący podstawę tego, chwilę wcześniej wyśmiewanego przeze mnie, całkiem przecież niepotrzebnie pomnika.
   Weszła i westchnęła, odsapnęła z wyraźną ulgą. Może dlatego tak cicho szła bo się bała? Może to ze strachu szła na palcach po tych nieco zbyt długich, pnących się na szczyt wydmy schodkach? Może to dlatego nie poczuła, nie zauważyła tego co jej tam w dole, jeszcze na prowadzącej od skraju parku alei zrobiłem zupełnie nie zdając sobie sprawy z tego jak wciąż wysoko ma z tyłu, na plecach podciągnięty sweterek. Mimo że jednak nieco się zsunął, że nieco jednak opadł jakby sam chciał korzystając z wolnego ale tak wyjątkowo rytmicznego ruchu jej ciała, jej tułowia wrócić do poprzedniego ułożenia a jednak dokładnie tu, z tyłu a przecież też i w jakimś stopniu na pewno i z przodu było widać te jej beżowe, te lekko lśniące, cieliste rajstopy, które sam nie wiem dlaczego nie zsunęły się tak tym razem, jak to przecież rajstopy lubią robić, nie zsunęły się sprawiając, że ten widok wyraźnie grał na moich emocjach. Tym razem nie zsunęły się tak, jak często się zsuwały, jak często Aśka miała je zsunięte.


czwartek, 05 marca 2015, idzie_wiosna
TrackBack
TrackBack URL wpisu: