Czasem sobie piszę... do tej pory pisałem tylko do szuflady, ale pewna miła dziewczyna namówiła mnie, żeby założyć bloga i pisać właśnie tu... spróbuję, może czasem zabłądzi tu ktoś, poczyta i skomentuje, będę za to wdzięczny... -Maciej K.
| < Grudzień 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            
Blogi
Kategorie: Wszystkie | Idzie Wiosna | info
RSS
czwartek, 06 kwietnia 2017

 

 

   Nie chcąc żeby krzyczała, żeby choćby tylko mówiła zbyt głośno, żeby tymi hałasami nie zwracać na siebie uwagi, żeby nie kusić losu, zły, że nie zamknąłem za sobą tych cholernych drzwi uległem tej jej stanowczej prośbie i niechętnie ale jednak przypaliłem wcześniej wyjętego z pudełka papierosa. Wrzuciłem zapalniczkę i pudełko z papierosami do torebki i robiąc krok w kierunku łóżka Beaty podałem jej palącego się już papierosa.
- Nie lubisz palących? - Beata uniosła zwisającą z łóżka rękę i przytykając znajdujący się w jej dłoni papieros do ust łapczywie się zaciągnęła.
- No wiesz… - patrzyłem ze współczuciem na zapłakaną Beatę - nie kręci mnie to jakoś.
- To wtedy?... - spytała wpatrując się w wydmuchnięty z płuc obłok dymu - W parku Kasprowicza, na koncercie?...
- Co wtedy? - nie miałem pojęcia o czym Beata mówi.
- Wtedy zdecydowałeś, że będziesz z nią? - wyrzuciła wbijając niespodziewanie wzrok w moje oczy - …z nią a nie ze mną?
- Nie. - zaprzeczyłem mechanicznie - Później.
- Później? - zdziwiła się - Kiedy?
- Nie wiem kiedy. - czułem narastające we mnie rozdrażnienie - Czy to takie ważne, kiedy?
- Ze mną nikt nie chce być. - Beata powiedziała zaciągając się łapczywie dymem papierosowym - Tak na dłużej.
- Ale tam… nikt nie chce… - nie miałem pojęcia co mam zrobić, jak się teraz zachować i całkiem bezradnie patrzyłem na odkryte nogi, na obnażone krocze leżącej cały czas i patrzącej tak, jakby mnie tu nie było w sufit dziewczyny - …a Andrzejek? …Kulchawiec?
- Ochujałeś chyba. - po policzku Beaty spłynęła łza - …bo tylko mi ten popapraniec był potrzebny jeszcze do szczęścia.
- Przecież… - powiedziałem cicho patrząc cały czas jak zahipnotyzowany na jej okryte ciemnymi, kręconymi włoskami krocze.
- Przecież. - powtórzyła z jakąś pretensją, z żalem uparcie wpatrując się w sufit - Przecież…
   Poruszyła się. Unosząc się na łokciach nieco się podciągnęła i oparła głowę o znajdującą się za nią krawędź łóżka, o znajdującą się tuż za nią ścianę. Uniosła się wysuwając górną część swego tułowia spod okrywającej go kołdry. Uniosła się odkrywając niespodziewanie swoje obnażone piersi. Czułem się speszony tym, że Beata tak swobodnie, tak jakby mnie tu nie było się zachowuje, że zupełnie nie dba o to jak wygląda.
- Usiądź koło mnie. - powiedziała cicho.
   …może specjalnie to robi? - pomyślałem speszony, pomyślałem nie wiedząc jak się mam teraz zachować, pomyślałem i wpatrzyłem się w tak niespodziewanie obnażone piersi leżącej, a właściwie to na wpół siedzącej, wspartej już plecami o ścianę, wyraźnie ignorującą moją obecność dziewczynę - …może celowo mnie kusi?
- No usiądź tu! - powiedziała bardziej stanowczym tonem.
- Beata… - chciałem powiedzieć, żeby poprawiła kołdrę, żeby podciągnęła ją ale tylko wypowiedziałem cicho jej imię patrząc cały czas jak zahipnotyzowany na jej unoszące się gdy zaciągała się papierosowym dymem piersi, na sterczące, kusząco wysunięte z rozpiętego stanika sutki.
- Boisz się mnie? - uśmiechnęła się z przekąsem - Brzydzisz może…
- Nie skąd. - choć nie miałem takiego zamiaru to usiadłem jednak na jej łóżku, usiadłem na zsuniętej tuż powyżej krocza dziewczyny kołdrze, usiadłem i wpatrzyłem się w jej wilgotne od łez oczy.


10:34, idzie_wiosna , Idzie Wiosna
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 03 kwietnia 2017

 

 

- Nie. - zaprzeczyła wyjątkowo stanowczo - To mnie wtedy kochałeś!
- Całkiem ci już odbiło!
- Myślałam, że da ci tam, jak zostaliście w parku sami po łapach, że się sparzysz i z podwiniętym ogonem przylecisz zaraz do mnie.
- No i się przeliczyłaś.
- Hahaha… - roześmiała się nieszczerze, roześmiała się z wciąż pełnymi łez, lśniącymi łzami wezbranymi w jej oczach - będziesz kiedyś tego żałował.
- Czego mam żałować? - lekceważąco wzruszyłem ramionami.
- Zobaczysz. - powtórzyła stanowczym tonem - Będziesz kiedyś tego żałował!
- Nie kracz jak taka wrona. - poczułem, że ta rozmowa mnie irytuje - Nie boję się takich zaklęć.
    Pomyślałem, że nie ma już najmniejszego sensu mówić o tym dalej, że nie ma sensu mścić się teraz na niej za to, że wtedy chyba jednak, i to niestety zabawiłem się nią. Pomyślałem, że to, że Beata zostawiła nas tam wtedy samych, mnie z Agatą było chyba zaplanowane. Pomyślałem, że najlepiej zrobię jak wstanę i wyjdę z pokoju, że wyjdę i zostawię ją samą ale Beata, czując chyba, że mam zamiar wyjść schwyciła mnie mocno za rękę. Złapała tak mocno, niemal kurczowo, że aż tym zaskoczony spojrzałem na z wyjątkową siłą zaciskające się tuż nad moim nadgarstkiem palce Beaty.
- Taki z ciebie zimny drań… - wyszeptała.
- Co?... - zdziwiłem się.
- Śpiewałeś to z nią …z Agatą. Dzisiaj. - westchnęła - Jak wtedy, na koncercie.
   Patrzyła uśmiechając się kusząco na mnie. Patrzyła tak jakiś czas leżąc nieruchomo, może na coś czekając. Patrzyła a ja byłem coraz bardziej na siebie wściekły, że wchodząc znów do jej pokoju nie zamknąłem tych cholernych drzwi za sobą, że cały czas są otwarte, że gdyby teraz ktoś przechodził korytarzem to dokładnie widziałby to wszystko co się w pokoju dzieje. Widziałby, tak jak już to z pewnością widziała Agaty ciotka niemal całkiem nagą, leżącą w wyraźnie pozdzieranej z niej odzieży Beatę, widziałby mnie siedzącego przy niej.
- Podaj mi papierosy… - Beata odezwała się dopiero po jakimś czasie, dopiero po dłuższej chwili przerwała tą zaczynającą mi już dudnić w uszach ciszę.
- Papierosy? - zdziwiłem się.
- Są w torebce.
- Ty palisz? - spytałem zaskoczony tym co Beata mówiła.
- No i co z tego? - pogardliwie wzruszyła ramionami.
   Rozejrzałem się po pokoju i dopiero teraz spostrzegłem leżącą na podłodze, przy nocnym stoliku jej niewielką, czarną torebkę. Wstałem i podszedłem do niej. Pochyliłem się, podniosłem ją i otwarłem. Na samym wierzchu od razu zobaczyłem leżącą paczkę Marlboro. Wyjąłem ją.
- Zapalniczkę weź… - Beata, uważnie mnie obserwując podpowiedziała gdy już miałem odstawić na szafkę jej torebkę.
   Sięgnąłem jeszcze raz do wnętrza torebki bo właśnie spostrzegłem tą leżącą na jej dnie zapalniczkę i mając już wszystko czego chciała Beata odstawiłem jej torebkę na szafkę.
- Przypal mi. - powiedziała cicho. Powiedziała wciąż uważnie mnie obserwując.
- Chyba ci odbiło. - nieśmiało zaprotestowałem.
- Przypal! - niespodziewanie podniosła głos.


09:17, idzie_wiosna , Idzie Wiosna
Link Dodaj komentarz »
piątek, 31 marca 2017

 

 

- Chciałeś mi wtedy… - zaczęła cicho mówić, zaczęła mówić z wyraźną niechęcią, co chwilę przerywając tak, jakby właśnie się rozmyśliła, jakby nie chciała już mówić ale jednak za każdym razem, po nagłym, spazmatycznym oddechu mówiła jednak dalej - Jak byliśmy w amfiteatrze na koncercie… we trójkę… to ty, i ona… i twoja żona… to chciałeś mi coś powiedzieć…
- Chciałem? - udałem, że zdziwiło mnie to co usłyszałem.
- Powiedz… - westchnęła z żalem - powiedz mi to teraz… powiedz mi teraz to co wtedy miałeś…
- Beata…
- Powiedz… - wyrzuciła z siebie, niemal krzyknęła - powiedz, że mnie kochasz!
- …że cię kocham? - zdziwiłem się.
- Hahaha… - znów krótko, zbyt nerwowo by mogło zdawać się, że szczerze się roześmiała - Kochasz mnie Maćku, kochasz…
- Chyba całkiem ci odbiło!
- Nie kochałeś się we mnie? - spytała z nadzieją - Tak tylko trochę… tak przez chwilę…
- Wiesz co, Beata? - czułem do niej żal, że to powiedziała - Pijana chyba jesteś.
- Jestem. - stwierdziła - A ty kochałeś się we mnie.
- To już nieaktualne. - przerwałem jej oziębłym tonem nie chcąc, nie mając najmniejszej ochoty dalej prowadzić tą rozmowę.
- Kochałeś się we mnie a ona, …a Agata to wszystko zepsuła.
- ….ale… - nieśmiało zaprzeczyłem.
- Co ale? - poruszyła się nerwowo, poruszyła się tak jakby chciała wstać  - Przyznaj się.
- Przyznaj? - zdziwiłem się - Do czego mam się przyznawać?
- Latałeś do mnie bo się we mnie kochałeś! - uśmiechnęła się choć czułem, że ma do mnie żal - Tylko tchórzu bałeś się to powiedzieć!
- Kochałem Agatę. - powiedziałem stanowczym tonem.
- Wiem.
- To po co gadasz jakieś bzdury?
- Bzdury? - popatrzyła na mnie szklącymi się od łez oczyma - Bo ja byłam tą głupią, tą naiwną.
- Daj spokój… - zdenerwowałem się - Całkiem coś… bez sensu…
- Przecież wiem… - westchnęła z żalem - że bez sensu.
- Wiesz? - zdziwiłem się.
- No chyba bym była głupia…
- Nie przesadzaj…
- Nie przesadzaj? - w jej głosie odmalowało się zdziwienie, wyraźne, zdecydowane, wręcz przerysowane zdziwienie - Wszystko wiem.
- Wszystko?
- Wyobraź sobie, że Agata mi o wszystkim opowiadała. - uśmiechnęła się nagle zadowolona z siebie, nagle dumna z tego co mówiła - Zawsze wszystko na bieżąco wiedziałam co się z tobą, co się z wami działo. Opowiadała mi to, chwaliła się nie wiedząc jak bardzo mnie tym rani. Opowiadała co robiliście w parku, jak wracaliście do domu. Wszystko to, co było potem…
- Opowiadała?... - spytałem cicho - Tylko opowiadać nie było o czym.
- O twoich maślanych oczach? - westchnęła - O tym jak się do niej, do Agaty paliłeś? Jak całą noc stałeś pod drzewem?
- Bo ją kocham.


09:36, idzie_wiosna , Idzie Wiosna
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 30 marca 2017

 

 

 

 

- Ale po co? - pomyślałem, że nie powinienem tego robić.
- Na chwilę, zrób to dla mnie…
- Przecie to nie ma sensu. - broniąc się przed tym cofnąłem się o krok, cofnąłem się i stałem teraz pośrodku korytarza. Stałem patrząc bezradnym wzrokiem na otwarte drzwi prowadzące do pokoju Beaty.
- Nie lubisz blondynek?
- A co to ma do rzeczy? - zdziwiłem się.
- Usiądź przy mnie, przy tej którą wszyscy mają za kurwę.
- Jak wszyscy? - stałem nieruchomo i patrzyłem na leżącą i wcale nie przejmującą się tym jak wygląda dziewczynę.
- Podejdź bliżej, nie bój się.
- I po co to wszystko? - spytałem i ulegając jej prośbie podszedłem nieco bliżej, o krok i stanąłem tak, że zatrzymałem się w drzwiach tego pechowego dla mnie pokoju.
- Też myślisz, że jestem kurwą? - spytała patrząc uważnie na mnie.
- Ktoś ci coś powiedział? - spytałem.
- Ty mi to powiedz. - odpowiedziała kładąc się na plecach i robiąc zadowoloną minę rozłożyła podkurczone, uniesione w górę na wysokości kolan nogi.
   Leżała i patrzyła na mnie wyraźnie kusząc mnie sobą, kusząc mnie swoimi, nie zakrytymi kołdrą nogami, swoim tak dobrze, tak wyraźnie teraz widocznym, niemal całkiem odkrytym łonem.
- Ktoś ci coś zrobił? - powiedziałem i nagle przypominając sobie, że ubranie Beaty zostało przecież przez kogoś brutalnie podarte poprawiłem się - On ci to zrobił?
- On? - wzruszyła pogardliwie ramionami - Ty mi zrób.
- Przestań. - zaprotestowałem nieśmiało.
- Rób co tylko ze mną chcesz. - w głosie Beaty słychać było jakąś źle skrywaną nadzieję - Jak z taką kurwą…
- Był tu? -  przypominając sobie, że Bartek, na dole przy stoliku zbyt często przed wyjściem użył tego akurat słowa, że bełkotał coś, że Beata to kurwa patrzyłem na jej wyjątkowo teraz dokładnie widoczne, pozbawione zdartych przez kogoś majtek, skryte tylko cienkimi, źle naciągniętymi rajstopami krocze - …on ci coś mówił?
- Nie. - zaprzeczyła zupełnie nie przekonującym mnie głosem - Nikt mi nic nie mówił.
- Bartek ci to powiedział? - spytałem, może bardziej to stwierdziłem wchodząc z powrotem do pokoju Beaty.
- Nie. - zaprzeczyła cicho, zaprzeczyła wyraźnie teraz speszona.
- To kto, jak nie on? - podszedłem do łóżka, podszedłem do leżącej na nim dziewczyny.
- Nieważne… - cicho westchnęła patrząc uważnie prosto w moje oczy.
- I co tak patrzysz? - czułem, że wzrok Beaty zaczyna mnie paraliżować.
- Powiedz mi… - zaczęła coś mówić ale szybko, jakby zawstydzona, jakby speszona urwała.
- Co? - spytałem nie rozumiejąc co Beata ma na myśli.
- Hahaha… - roześmiała się wymuszonym, wyjątkowo nie pasującym do jej rozmazanej płaczem twarzy śmiechem.
- Beata? - patrzyłem na leżącą na łóżku dziewczynę nic już chyba teraz nie rozumiejąc.


09:56, idzie_wiosna , Idzie Wiosna
Link Komentarze (2) »
środa, 29 marca 2017

 

 

- Maciek… - usłyszałem za sobą zmieniony płaczem głos Beaty.
- I czego beczysz? - spytałem z wyraźną niechęcią.
- Maciek… - powtórzyła proszącym, rwącym się głosem.
- No? - spojrzałem w głąb pokoju, w stronę leżącej na łóżku Beaty.
- Nie chciałam tego… - powiedziała cicho, powiedziała wyraźnie już teraz płacząc - Naprawdę.
- Wiem… - nie miałem pojęcia co mam jej odpowiedzieć - Widzę przecież.
   Stałem pośrodku korytarza tak, że dokładnie widziałem przez wciąż otwarte drzwi pokój Beaty. Stałem i patrzyłem starając się widzieć teraz to, co mogła zobaczyć Agaty ciotka.
   Stałem i widziałem oświetlony wątłym światłem pokoik Beaty. Widziałem jej leżący pośrodku but, czarną szpilkę leżącą, jakby przez kogoś tu rzuconą w połowie drogi pomiędzy drzwiami a łóżkiem. Widziałem leżącą pomiędzy łóżkiem a ścianą, leżącą od strony okna Beaty spódnicę i leżącą na niej poduszkę. Widziałem i samo rozpaprane, zmierzwione łóżko, ze zwisającą po przeciwnej stronie, tej bliższej drzwiom, sięgającą podłogi kołdrą, widziałem w końcu i leżącą na nim, wręcz odartą z odzienia Beatę. Widziałem obraz, który mógł komuś patrzącemu tu powiedzieć wszystko ale z pewnością nie to, że coś niewinnego przed chwilą się tu działo. Widziałem to wszystko i czułem jak mi na plecach cierpnie skóra.
- Kurwa… - jęknąłem wiedząc już, że nie będzie mi łatwo, może nawet i wcale nie uda mi się to wszystko co się tu, w pokoju działo wytłumaczyć. Jęknąłem i machnąłem ręką jakbym chciał to wszystko z siebie strzepnąć, jakbym tym gestem starał się pozbyć tego niekorzystnego obrazu, przekreślić to wszystko co się przed chwilą wydarzyło.
- Kurwa. - Beata powtórzyła obojętnym zdawałoby się głosem i rozpłakała się jakby trochę głośniej.
- Co? - jej słowa dały mi do zrozumienia, że przecież tu jest, że płacząc, może teraz i przeze mnie słyszy to co mówię, widzi to co robię.
- Też myślisz o mnie… - zająknęła się - też mi mówisz, że jestem kurwą?
- Kurwą? - jej słowa mnie zaskoczyły.
- Nie krępuj się… - powiedziała znów cicho, niemal już niezauważalnie łkając - Śmiało… może i zasłużyłam na to.
- Kurwą? - spytałem tak, jakbym chciał sprawdzić czy to słowo pasuje do Beaty - Ty?
- Hahaha… - choć wciąż jeszcze płakała to teraz roześmiała się sztucznym, sarkastycznym, wręcz gorzkim śmiechem - No chodź tu …czemu stoisz tam, na korytarzu?
- Co? - speszyłem się i wbrew sobie, wbrew temu, że chciałem przecież stąd odejść wszedłem z powrotem do jej pokoju.
- Maciek?... - spytała sięgając ręką po tą zwisającą z łóżka kołdrę.
   Pociągnęła ją jakby brakowało jej sił, jakby zawstydzona moim uważnie przyglądającym się jej wzrokiem zapragnęła się nagle okryć, jakby zapragnęła się skryć przed moimi oczami. Naciągnęła ją na siebie skrywając niemal cały tułów, skrywając się nią od samej szyi aż po pas, skrywając nią swe obnażone piersi ale nie zakrywając tą niedbale naciągniętą materią bioder, nie kryjąc pod kołdrą rozerwanych, wcale nie osłaniających już jej ciała majtek. Krwisto czerwonych, rzucających się w oczy majtek.
- No? - widząc to jak niedbale się okryła uśmiechnąłem się mimo woli.
- Usiądź przy mnie… proszę. - tak niespodziewanie jak zaczęła tak i teraz przestała płakać.



09:41, idzie_wiosna , Idzie Wiosna
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 28 marca 2017

 

 

- I co? - Beata gorzko się uśmiechnęła - chujowo?
- …wiesz co… - głos dziewczyny sprawił mi przykrość - ale chyba wódka niezbyt ci służy.
- Bierz mnie! - wyrzuciła z siebie z pogardą - Bierz mnie, na co czekasz?
- Odbiło ci? - odpowiedziałem mechanicznie, odpowiedziałem bez zastanowienia, odpowiedziałem nie myśląc nad tym co ta nasza rozmowa mogła teraz oznaczać.
- Chciałeś się ze mną napić… - powiedziała prowokującym tonem.
   Miałem ochotę biec za Mirką, pobiec i dogonić ją, wszystko jej powiedzieć, wyjaśnić co tu się działo ale nadmiar alkoholu, jaki przez cały wieczór, przez całą tą dzisiejszą noc wlałem w siebie sprawiał, że moje ruchy nie były już tak sprawne jakbym tego chciał.
- Ale już nie chcę. -  powiedziałem pełnym przerażenia głosem.
   Zatoczyłem się, omal nie upadłem i z trudem łapiąc równowagę zrobiłem kilka nieskładnych kroków w stronę tych nieszczęsnych, wciąż otwartych drzwi.
- Myślisz, że jestem dziwką? - jej głos nagle się zmienił, nagle gdybym tylko uważniej się w niego wsłuchał zrozumiałbym, że dziewczyna za chwilę znów się rozpłacze - Myślisz, że każdy kto tylko mnie chce, to od razu, na skinienie może mnie mieć?
- Nic nie myślę. - czułem narastające we mnie rozdrażnienie.
- Będziesz kiedyś tego żałował. - Beata powiedziała gdy już byłem w drzwiach - …ale wtedy będzie już za późno.
- Będę żałował. - zgodziłem się i z jakimś wstrętem, ze złością pociągnąłem za drzwi otwierając je jeszcze szerzej, pociągnąłem je tak, że aż uderzyły klamką o ścianę, że aż huk tego uderzenia zadudnił rozchodząc się echem po pustym już teraz korytarzu.
 Wyszedłem z pokoju i spojrzałem bezradnie w jego ciemną otchłań, spojrzałem raz w jedną a potem w drugą stronę mając nadzieję, że dojrzę gdzieś tam stojącą Agaty ciotkę.
- Nie odchodź, nie zostawiaj mnie samej! - Beata, będąc już na skraju płaczu krzyknęła, krzyknęła gdy miałem już zamknąć za sobą drzwi.
  Krzyknęła i rozpłakała się gdy sięgałem ręką do klamki by zatrzasnąć drzwi za sobą, by zostawić ją tu samą, by pójść w stronę schodów i odszukać na dole, na sali Mirkę. Krzyknęła gdy zlał mnie zimny pot, bo poczułem, że swoim zachowaniem, tym że wszedłem zwabiony tymi uchylonymi drzwiami, tą strużką sączącego się światła do pokoju Beaty, że przez to, że Agaty ciotka widziała mnie pochylonego nad leżącą Beatą, że całuję ją, całkiem niemal gołą, tym że przecież ją całowałem narobiłem sobie kłopotów, że będę musiał się z tego tłumaczyć.
- Kurwa… - wysyczałem przez mocno zaciśnięte ze złości zęby.
   Poczułem wściekłość na siebie, na Beatę, na to całe wesele, wściekłość na to, że tak opatrznie się to wszystko potoczyło. Poczułem wściekłość na Bartka, że przez niego teraz to mi się oberwie bo zachciało mi się chodzić i go szukać, bo miałem jakieś podejrzenia, że Agata gdzieś się z nim spotkała, bo miałem jakieś przeczucie, że coś niedobrego się z Bartkiem, ale też i z Agatą dzieje.


09:00, idzie_wiosna , Idzie Wiosna
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 27 marca 2017

 

 

- Inni jakoś chcą mnie całować. - powiedziała to z żalem, z jakąś nieskrywaną wcale pretensją do mnie - Inni palą się do mnie, chcą mnie, ale nie ty!
- Inni? - uśmiechnąłem się ironicznie - Jacy inni?
- Aż tak się mnie brzydzisz? - spytała gdy stałem wciąż nie mając odwagi by się odwrócić i znów na nią patrzeć.
- Brzydzę się? - wzruszyłem ramionami i dopiero teraz się odwróciłem - Przesadzasz chyba.
- Przesadzam. - powtórzyła uśmiechając się melancholijnie.
- Przesadzasz. - powiedziałem stanowczym głosem.
   Żeby moje słowa stały się bardziej wiarygodne wróciłem, podszedłem z powrotem do wypełniającego sobą niemal cały ten niewielki pokoik tapczanu, do leżącej na nim Beaty i uśmiechnąłem się robiąc pełną zadowolenia i pewności siebie minę.
- Może i są powody, żeby się mną brzydzić. - Beata uśmiechnęła się sarkastycznie - Może można już teraz mną gardzić…
- Mogę cię teraz pocałować. - podszedłem jeszcze bliżej do leżącej na tapczanie dziewczyny, pochyliłem się i dotknąłem wargami jej ust.
    Dotknąłem ich jednocześnie, bo nagle, niespodziewanie się zachwiałem, bo nagle utraciłem równowagę opierając się ręką, całkiem nieświadomie o jej rozchełstaną, rozdartą na piersiach bluzkę, mimo woli opierając dłoń na prawie całkiem obnażonej piersi dziewczyny.
   Beata uniosła tą leżącą wciąż jeszcze na biodrze rękę i łapiąc mnie za ramię mocno, kurczowo niemal przyciągnęła do siebie, sama też, wsparta na łokciu drugiej ręki unosząc się nieco z tego, pozbawionego poduszki, rozmemłanego łóżka. Walcząc by się nie przewrócić, by nie upaść teraz na nią, na Beatę czułem z jaką namiętnością mnie całuje, czułem jak jej wargi wpijają się w moje, jak jej usta połączone z moimi zachłannie mnie całują. Całowała tak, że aż od tego płomiennego pocałunku, pewnie też i za sprawą alkoholu pulsującego w mych żyłach zakręciło mi się w głowie. Całowała mnie tak, że aż się zatoczyłem, że omal nie upadłem jednak na jej łóżko.
   Gdy tak tkwiłem pochylony nad Beatą, gdy starałem się mimo wszystko nie upaść, nie przewrócić się na nią, na to zdawałoby się czekające tylko na mnie łóżko usłyszałem czyjeś kroki. Ciche stłumiony wykładziną kroki rozległy się na korytarzu, rozległy się może już i w samych drzwiach, rozległy się gdzieś za mną. Usłyszałem ten przecież tylko szmer i niespodziewanie poczułem, że ktoś stoi w otwartych drzwiach. Słyszałem przecież, że drzwi się szerzej otwarły, że cichutko, niemal zupełnie niesłyszalnie skrzypnęły, że ktoś w nich stanął i teraz przygląda mi się.
- Puść… - wysyczałem wyraźnie już czując, że ktoś na mnie, na nas patrzy.
   Myśląc nawet przez chwilę, że to jest Bartek pokonując siłą uścisk jej obejmującego mnie ramienia obejrzałem się ale dostrzegłem skrawek już tylko sukienki kogoś, kto tu przed chwilą stał. Kogoś, kto stał w drzwiach i patrzył na nas. Stał i widział jak pochylony, niemal klęcząc przy łóżku Beaty całuję ją. Kogoś, kto przecież nie był Bartkiem. W ostatniej chwili zobaczyłem skrawek sukienki tego kogoś, kto mi się przed chwilą przyglądał, kogoś kto widział mnie pochylonego nad Beatą, widział jak oparty o jej nagą, wysuniętą spod stanika pierś całuję ją.
   Nagle dotarło do mnie, że to mogła być sukienka ciotki Agaty, że tym kimś kto mi się przed chwilą przyglądał była Mirka, Agaty ciotka. Czując nagle, że to wszystko nie wygląda tak niewinnie, że Mirka patrząc przez chwilę na mnie mogła pomyśleć sobie, że to ja narobiłem takiego tu bałaganu, że to ja dobierałem się do Beaty jak oparzony nagle się poderwałem. Nagle się poderwałem i odskoczyłem wręcz od łóżka. Odskoczyłem od Beaty, choć z pewnością było na to już stanowczo za późno.


09:38, idzie_wiosna , Idzie Wiosna
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 26 marca 2017

 

 

   Podkurczyła nogi tak, że nie widziałem już teraz jej odkrytego, zarośniętego krótkimi, kręconymi włosami łona.
- Chcesz… - speszony tonem jej głosu, jej zachowaniem dającym mi do zrozumienia, że jestem tu intruzem pomyślałem, że muszę coś powiedzieć, że muszę zmienić temat ale tylko to mi przyszło do głowy - walniemy sobie po lufie… przyniosę zaraz…
   Choć mi nie odpowiedziała, nie zaprzeczyła może w ten sposób zgadzając się na to co zaproponowałem a może tylko w milczeniu tolerując moją tu obecność to jednak, a przecież miałem teraz ochotę napić się nie poszedłem po alkohol.
- …aleś się Maciek zmienił. - po dłuższej chwili Beata wyszeptała z wyraźnym żalem.
- A tam, zmienił… - poruszyłem się nerwowo - Nie przesadzaj Beata. Trochę może wypiłem… chcesz, to napijemy się razem…
- Nie teraz. - warknęła poirytowana - …mówię, że w ogóle, żeś się zmienił. Ostatnio.
- Nie przesadzaj… - powtórzyłem nie mając pojęcia co jej mam powiedzieć.
- …nie przesadzaj... - westchnęła cicho - …nie ma co…
- Co, nie ma co? - miałem dziwne wrażenie, że kiedyś już powiedziała do mnie, z tym wyjątkowym żalem te właśnie słowa.
   …kiedy? …gdzie? - nerwowo starałem przypomnieć to sobie - …czy czasem nie wtedy jak przyszła z Agatą odwiedzić mnie w wojsku?
- Zmieniłeś się, że trudno cię poznać.
- Przesadzasz. - czułem się wyjątkowo speszony tą rozmową.
- …latałeś do mnie dzień w dzień, - uparcie mówiła dalej - wszyscy to widzieli…
- Wszyscy? - przerwałem jej czując, że zaczynam się czerwienić ze wstydu.
- Latałeś… - odezwała się po chwili i mówiła cichym, zdawałoby się, że obojętnym głosem - a ja głupia myślałam …miałam nadzieję…
- Beata… - nie wiem po co, opuszczając głowę wypowiedziałem jej imię.
- …myślałam, że w końcu przełamiesz się, czekałam… - urwała wyraźnie starając się opanować załamanie głosu, walcząc wręcz ze sobą by znów się teraz nie rozpłakać.
- Beata… - czułem, że policzki palą mnie coraz mocniej - …bo to nie tak.
- Myślałam, że w końcu coś się stanie, i że może zrozumiesz… - wyrzuciła to tak, jakby nagle zabrakło jej tchu.
- Co miałem zrozumieć? - zdziwiłem się.
- Wiesz Maciek… bo jakoś dziwnie to wygląda… - westchnęła - Ty naprawdę nic nie rozumiałeś?
- A co miałem rozumieć?
- Ty naprawdę nadal nic nie rozumiesz… - jęknęła jakby coś sprawiło jej ból - …myślałam, że w końcu może coś powiesz…
- Co? - spytałem całkiem bez sensu.
- Gówno! - krzyknęła tak niespodziewanie, że aż się wzdrygnąłem - Idź już i zostaw mnie! Idź i nie patrz się już!
- Nie powinnaś tyle pić. - warknąłem odwracając się i idąc już, tak jak chciała w stronę drzwi dopowiedziałem - Schlałaś się…
- Nigdy mnie nawet nie pocałowałeś… - wyszeptała z żalem.
- Nie? - zdziwiłem się.
   W jej głosie było coś co zmusiło mnie do tego by się zatrzymać, coś co sprawiło, że nie miałem nagle ochoty stąd wychodzić.


10:40, idzie_wiosna , Idzie Wiosna
Link Dodaj komentarz »
sobota, 25 marca 2017

 

 

- …przecież mi możesz powiedzieć. - uparcie patrzyłem na odsłonięte plecy, na obnażone pośladki targanej spazmem nie dającego się stłumić płaczu Beaty.
- Nie. - niemal jęknęła.
- Ktoś tu był? - spytałem spoglądając na leżącą przy łóżku moją muszkę, przez krótką chwilę tam kierując swój wzrok by niemal od razu z powrotem wbić go w zsunięte, w te wyraźnie odstające w kroku od jej ciała, zaciągnięte gdy dokładniej się im przyjrzałem na tej górnej, lepiej widocznej nodze rajstopy.
- Wyjdź już, proszę. - nagle Beata poruszyła się nerwowo.
   Zrobiła ręką taki ruch jakby szukała nią kołdry, jakby chciała naciągnąć ją na siebie, jakby chciała się pod nią skryć przed moim wzrokiem.
- Chcesz, to przyniosę ci coś do picia. - powiedziałem widząc wciąż przed sobą leżącą i gdyby nie rajstopy to przecież niemal całkiem nagą dziewczynę - Zejdę na salę i coś ci przyniosę.
- Nie chcę. - wyszeptała cicho i nagle, jakby chcąc mnie lepiej widzieć odwróciła się, przekręciła się nieco jakby bardziej na bok, bardziej choć jednak nie całkiem położyła się na plecach i podkurczyła nogi.
- A co chcesz? - spytałem patrząc na leżącą częściowo na wznak choć jednak dolną częścią tułowia, biodrami i nogami bokiem, wykręconą ale właśnie teraz skierowaną twarzą w moją stronę dziewczynę.
- Nic nie chcę. - odpowiedziała nie zdając sobie sprawy, że teraz, że tak leżąc wygląda o wiele mnie korzystnie, że choć leżała bokiem do mnie, z podkurczonymi nogami to właśnie tu, z przodu, te rozdarte, całkiem zsunięte majtki, siłą może przez kogoś zdarte odsłaniały jej pokryte ciemnymi włosami łono - Co mogę jeszcze chcieć?
   Nigdy nie widziałem nagiej Beaty. Choć będąc w wojsku tak często, niemal codziennie u niej bywałem nigdy nie miałem możliwości by widzieć ją pozbawioną ubrania. Nigdy się z nią nie kochałem, nawet jej nigdy nie całowałem i ten widok, jaki teraz miałem przed sobą peszył mnie. Peszył ale też i intrygował.
- Nie patrz tak na mnie… - Beata powiedziała cicho, powiedziała to wyraźnie zawstydzona, powiedziała bardziej się jeszcze kuląc.
- Przykryć cię może czymś? - wpatrywałem się w jej podkurczone nogi, w obnażone biodro, wpatrywałem się w to wszystko, co tak wyraźnie teraz widziałem.
- Też ode mnie czegoś chcesz? - wyrzuciła z siebie z nagłą wymykającą się spod kontroli złością.
- Nie… - speszyłem się i dopowiedziałem po chwili zdziwionym, trochę może zaskoczonym głosem - Co mam chcieć?
- To co tak patrzysz na mnie?… - spytała załamanym, zrezygnowanym, pełnym smutku głosem.
- Patrzę? - zdziwiłem się i odpowiedziałem jej stojąc nieruchomo i uparcie wpatrując w leżącą przede mną, tak niekorzystnie teraz ułożoną dziewczynę - Bo nie wiem.
- Czego? - spojrzała na mnie obojętnym wzrokiem.
- No wiesz… - uniosłem rękę starając się nią wskazać to bezładnie rozwalone łóżko i leżącą w nim Beatę. Starając się wskazać nią to wszystko co tak wyjątkowo teraz absorbowało moją uwagę.
- Czego ty nie wiesz? - powtórzyła to pytanie wyraźnie niechętnym mi głosem, powtórzyła wyraźnie traktując mnie już jak intruza, powtórzyła kładąc dłoń na biodrze, jakby chcąc nią teraz zakryć miejsce, w którym rozdarte były jej czerwone majtki i nieco mocniej, choć nieznacznie tylko podkurczając nogi.


08:48, idzie_wiosna , Idzie Wiosna
Link Dodaj komentarz »
piątek, 24 marca 2017

 

 

   Patrząc na niedbale podciągnięte, nieestetycznie marszczące się na jej udach rajstopy pomyślałem, że Beata była w znajdującej się na korytarzu ubikacji, że wychodziła do toalety i tylko tak udało się jej je podciągnąć, że zrobiła to resztką kończących się właśnie sił.
- Hahaha… - roześmiałem się i myśląc, że Beata jest kompletnie pijana dodałem - Trzeba było lać w gacie.
   Już miałem odejść, pójść sobie do swojego pokoju ale nagle spostrzegłem, że skulona i targana jakimiś nieśmiałymi skurczami dziewczyna cicho, wyraźnie starając się to zdusić w sobie łka. Przestraszyłem się, że coś jej się może stało spostrzegając nagle, że majtki Beaty są przecież rozdarte z boku, jakby siłą przez kogoś pociągnięte w dół i rozerwane, że ten niechlujny widok, jaki miałem przed oczami to nie wina alkoholu ale, że ktoś może zrobił Beacie krzywdę i niewiele już myśląc wszedłem do pokoju zostawiając za sobą szeroko otwarte drzwi.
   Wszedłem i stanąłem tuż przy łóżku, stanąłem teraz tak, że nagle spostrzegłem leżącą obok rzuconej na podłogę spódnicy, obok leżącej na niej poduszki, tuż przy nodze łóżka swoją muszkę, tą muszkę, którą Bartek po oczepinach przez jakiś czas, wyjątkowo z tego powodu dumny nosił.
   …czyżby to Bartek? …czyżby to on zrobił Beacie krzywdę? - pomyślałem wpatrując się przez chwilę w muszkę zaniepokojonym wzrokiem - …czyżby to on, ten którego zawsze miałem za kogoś nie będącego w stanie nikogo skrzywdzić?
   Pochyliłem się chcąc podnieść, chcąc zabrać i szybko schować w kieszeni tą moją przecież muszkę. Niestety alkohol na tyle już zawładnął moimi zmysłami, że nie udało mi się to, że jedyne co zrobiłem to pochylając się zatoczyłem się opierając się, omal nie upadając na łóżko, omal nie upadając na leżącą na nim Beatę.
- Wyjdź… - zmienionym płaczem głosem powiedziała cicho.
- Beata… - patrząc na leżącą tuż przy łóżku, tuż przy zwisającej z niego ręce dziewczyny muszkę nie miałem pojęcia co mam powiedzieć.
- Wyjdź… - niemal jęknęła.
- Ale moja muszka… - nieskładnym ruchem ręki starałem się wskazać na leżącą na podłodze muszkę - …co ona tu robi?
- Wyjdź. - powtórzyła bardziej teraz stanowczym, jakby resztką zebranych z wysiłkiem sił wymuszonym głosem i rozpłakała się.
- Co się stało? - spytałem i rezygnując z podniesienia muszki cofnąłem się o krok.
   Stanąłem tak, że dokładnie miałem przed oczami rozdarte czerwone majtki Beaty. Stanąłem i wpatrując się w zsunięte rajstopy i niemal wcale już nie skrywające jej pośladków te mające być ich ozdobą majtki nie miałem pojęcia co mam ze sobą zrobić. Pomyślałem, że najlepiej będzie jak wyjdę, jak zostawię Beatę samą ale widok płaczącej, leżącej w tak dziwnej pozie dziewczyny paraliżował mnie, nie pozwalał mi stąd odejść.
- Wyjdź, proszę… - powiedziała starając się zapanować nad tym męczącym ją płaczem - Zostaw mnie.
- Coś ci się stało? - spytałem coraz bardziej tym widokiem zdziwiony, spytałem wpatrując się w obnażony niemal całkiem tyłek dziewczyny - Beata?
- Zostaw mnie… - powtórzyła resztką sił, powtórzyła wyraźnie starając się zdusić w sobie to już tylko ciche łkanie.


09:09, idzie_wiosna , Idzie Wiosna
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 23 marca 2017

 

 

 

   Przez szparę widziałem, już od samego początku zauważyłem tą sączącą się stróżkę światła i to właśnie przy niej się zatrzymałem. Stanąłem starając się, nie wiem dlaczego, by w nią nie wdepnąć. Widziałem jednak nie taką zdecydowaną, już z daleka widoczną smugę światła, już z daleka mówiącą, informującą, że drzwi nie są zamknięte ale taką wyjątkowo wątłą, jakby sączącą się z zapalonej, nocnej lampki, w której była jakaś słaba, czterdziesto- może watowa żarówka. Widziałem tą bladą, gdyby na korytarzu włączone było światło z pewnością nawet zupełnie niewidoczną poświatę. Stanąłem pod uchylonymi drzwiami i pochylając głowę, wpatrzony w tą biegnącą na skos po podłodze korytarza smugę światła starałem się usłyszeć co się tam, w pokoju dzieje. Chciałem wiedzieć czy ktoś jest w środku, czy coś się za tymi uchylonymi drzwiami dzieje ale huk, a właściwie to niesiony korytarzem pomruk może tylko mi zdający się być tu hukiem, ten dochodzący z dołu gwar był taki, że choć się starałem, że choć wysilałem swoją uwagę to nie było takiej możliwości bym coś usłyszał. Dochodziły tu zniekształcone, zdawałoby się nawet, że i echem zwielokrotnione odgłosy wciąż jeszcze rozmawiających, cieszących się swoim towarzystwem też przecież dobrze już mających w czubie weselnych gości i tak tu wszystko dudniło, że stojąc na tym tonącym w mroku korytarzu nie miałem żadnych szans by usłyszeć co się dzieje w pokoju.
   Zapukałem w te uchylone drzwi. Najpierw delikatnie, zbyt z pewnością cicho, później, po chwili trochę już mocniej, i nic. Wciąż nie wiedziałem co się dzieje w środku, czy w ogóle ktoś tam jest. Żaden odgłos, żaden, choćby najmniejszy tylko szmer do mnie nie dotarł.
   Uchyliłem drzwi ostrożnie, jakbym się czegoś obawiał i niemal od razu zobaczyłem leżącą na łóżku Beatę. Leżała ni to na boku, ni na brzuchu, plecami do mnie z podkurczoną, tą będącą teraz na górze nogą, trochę tak nienaturalnie wykręcona, trochę tak, jak rzucona przez kogoś niedbale kukła. Leżała tak dziwnie rozchełstana, że nie wiedząc co mam robić zatrzymałem się w progu i wpatrzyłem się w jej pozbawione obuwia stopy.
   Była bez spódnicy. Jej biała, zapinana na guziki bluzka była rozpięta i niedbale zadarta wysoko, aż do połowy pleców. Leżała na łóżku, które przykrywała zburzona, wymemłana i pozsuwana jakby ktoś starał się ją podrzeć pościel. Jakby ktoś, mszcząc się na niej nerwowo, chaotycznie ją potargał. Leżała na łóżku, które nosiło ślady jakiejś stoczonej tu chyba przed chwilą walki.
   Chwilę patrzyłem na leżącą na podłodze tuż przy łóżku poduszkę, leżącą jakby miała ją sobą skryć na rzuconej tam byle jak spódnicy i znów przeniosłem wzrok na nieruchomo leżącą na skraju łóżka Beatę. Spostrzegłem, że delikatne, czerwone majtki, które miała na sobie i cienkie, w kolorze opalonego ciała rajstopy nie leżą tak jak powinny, że są tak dziwnie, całkiem niedbale podciągnięte a może raczej zsunięte, zsunięte wręcz wyjątkowo nierówno, nagle mnie rażąc tym bezładnym ułożeniem. Zsunięte z jednej strony bardziej zdecydowanie, aż poniżej jej pośladka, z drugiej zakrywające pośladek tylko w połowie jakby Beata nie miała już siły by je poprawić, by podciągnąć je, ułożyć tak, jak należało, jak powinny były leżeć.
   …jak zawsze chodzi się w spodniach… - już miałem coś powiedzieć, jakoś to może nie złośliwie a dowcipnie skomentować - …a później trzeba cały dzień i noc w kiecce i rajstopach …bo inaczej nie wypada …to takie są skutki.


08:38, idzie_wiosna , Idzie Wiosna
Link Dodaj komentarz »
środa, 22 marca 2017

 

 



Rozdział 46.



    Całkiem niespodziewanie ujrzałem siebie siedzącego przy stoliku w „Myśliborze”. Siebie, grającego tam swoje własne wesele. Ujrzałem tą kończącą się już powoli imprezę, widziałem przed sobą pustoszejącą już salę i nieskładnie siedzące przy stolikach niedobitki zmęczonych zabawą i alkoholem weselnych gości. Siedziałem przy stoliku z zespołem, ale nie było tam Bartka. Nie było Bartka, który się spił bardziej niż zwykle i gdzieś poszedł. Odszedł zostawiając nas samych już znacznie wcześniej. Odszedł bełkocząc pod nosem jakieś niezbyt zrozumiałe groźby. Odszedł mówiąc coś o Agacie, mówiąc o Beacie. Odszedł mamrocząc w pijackim widzie jakieś zdania, których nikt z nas nie miał zamiaru słuchać.
   Coś mi nie dawało spokoju i nagle pomyślałem, że jednak pójdę,  że tak jak już wcześniej to planowałem pójdę na górę. Tknęło mnie, by pójść tam bo pomyślałem, że to właśnie tam, do Agaty poszedł Bartek, że Agata jest u siebie, w naszym pokoju i że to do niej Bartek poszedł. Nie dawało mi to spokoju już od jakiegoś czasu i czułem, niemal byłem tego pewien, że za tą jego nieobecnością coś się kryje. Coś z pewnością niedobrego. Czułem, że Bartek jest na górze, że coś tam kombinuje, nawet przyszło mi na myśl, że Agata też tam poszła, że poszła właśnie do niego, że zmówili się ze sobą już wcześniej. Pomyślałem, że zajrzę, że sprawdzę czy czasem nie ma ich w naszym pokoju.
   Wstałem od stolika i wyszedłem z sali. Mijając jakichś stojących w przejściu ludzi, ignorując to, że coś do mnie mówili dotarłem do klatki schodowej znajdującej się na końcu prowadzącego do wyjścia korytarza. Wcale się nie spiesząc, czując że nogi zaczynają mi odmawiać posłuszeństwa, wyjątkowo zmęczony już też i tym całonocnym graniem, a zwłaszcza tym wypitym w zbyt dużej chyba ilości alkoholem, w końcu też i tym, że to przecież było moje, moje i Bajki wesele, to można by powiedzieć nasze, wymarzone wesele zacząłem z trudem wchodzić na górę a jak już w końcu byłem, jak w końcu się tam wgramoliłem nie dochodząc nawet do naszego pokoju, który był na samym końcu korytarza spostrzegłem uchylone drzwi sąsiedniego, sąsiadującego przez ścianę, poprzedzającego nasz, mój i Agaty pokój.
   Wiedziałem, że to był pokój, który przeznaczyliśmy dla świadkowej Agaty. Świadkowej, którą była …nie kto inny tylko przecież jej szkolna koleżanka, jej swojego czasu najlepsza przyjaciółka, Beata. Beata, najlepsza koleżanka, przyjaciółka Agaty ze szkoły muzycznej. Wiedziałem, że to pokój Beaty i coś mnie ciągnęło by tam, by do niego, korzystając z tego, że drzwi są uchylone zajrzeć.
   Podszedłem cicho pod drzwi. Siląc się by zrobić to jak najciszej szedłem na palcach, powoli, krok po kroku, dotykając palcami, wspierając się dłonią o ścianę. Szedłem pomagając sobie tą sunącą po ścianie ręką w utrzymaniu równowagi, szedłem z dziwnym, niczym nieuzasadnionym uśmiechem na ustach jakby to co robię zaczęło mnie bawić, szedłem usilnie starając się zachować równowagę tak długo, aż w końcu moje palce zatrzymały się na framudze nie zamkniętych, ale też i przecież nie otwartych na oścież drzwi.


08:51, idzie_wiosna , Idzie Wiosna
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 161